Józio rozczerwieniony jeszcze przyszedł, siadając na końcu, ażeby ukryć wzburzenie i pomieszanie, jakie w nim sprawił ten list.
Pił herbatę prędko, patrzył się ciągle i milczał, powtarzając w myśli ogniste frazesy, a chwilami spoglądał z podziwem na Malinowskiego, że siedzi tak spokojnie i pije herbatę.
— Pijcie wódkę, a nie oglądajcie zegarka, gdzież wam się tak spieszy, Wilczek?
— Idziecie na dyżur?
Bo Wilczek pracował w magazynach kolejowych.
— A nie, z biurem już dzisiaj pożegnałem się na zawsze.
— Co, co? Wygraliście na loterii?
— Żenicie się może z Mendelsohnówną?
— Dajecie może drapaka z kasą kolejową do Ameryki?
Wołali chórem.