A rumak, co leci nie znając zawodu,

Gdy stuknie podkową... aż skra tryśnie z lodu,

A droga po śniegu utarta i gładka,

A księżyc zza chmurki patrzając z ukradka1

Na nasze zabawy, na nasze tu życie, —

Puszcza się kuligiem po ciemnym błękicie.

Ja wiozę, bywało, i strzegę, i tulę

Milutką istotę, com kochał tak czule,

Ej słodkoż to jechać, gdy szczęście me przy mnie,

Jest kogo utulić na wietrze, na zimnie,