I gwarzyć, i marzyć, i prosić u Boga,

Ażeby najdłużej przewlekła się droga.

Wiatr ciepły nas kąpie, a zorza choć blednie,

Od gwiazdek, od śniegu widniutko jak we dnie,

My lecim i lecim, po górach, po błoni,

Nasz kulig szeleszcze2, tępoce i dzwoni.

A tam gdzieś w pomroce za milę, czy daléj,

Czy w chatach wieczorne łuczywo się pali?

Czy gwiazdka błyszcząca? czy wilk okiem mruży?

Czy światło gościnne, cel naszej podróży?