Wtém ogromne wypada spod nóg niedźwiedzisko,

Ryknął i pobiegł w puszczę — śledząc go oczyma,

Ej, szkoda, myślę sobie, że hetmana nié ma,

Ej, szkoda, że pan łowczy nie wiedział łożyska36!...

Krew mu z rozbitych piersi czarnym sznurem tryska,

A młoda jego żona... nieszczęsna kobiéta!

Jęczy teraz w rozpaczy i zębami zgrzyta!

I tuli się do męża, całuje go w usta....

A mąż... zimny jak kamień i blady jak chusta...

Krew mu obryzgła37 piersi — o szczęśliwy człecze!