Ale cóż, gdy sumienie czarną myśl poduszczy?

Nigdzie nié ma schronienia! —

Po gęstwinach sosny

Błąkałem się jak mara aż do ciepłej wiosny,

Kiedy zimno dokuczy: zaczajony w borze

Wykrzeszę sobie ogień i płomień rozłożę,

Gdy głodno: — nabój prochu i kawał ołowiu,

Tutaj ptak się nadarzy, tu zwierz w pogotowiu,

Gdy wyszedł proch i kule: jadłem drewna korę,

Czasem z zębów wilków zająca odbiorę,