«Przyszło lato — spalone od słońca powietrze,

Ledwie daje odetchnąć osłabionéj sile;

Był to pewnie sianokos, czas po świętym Pietrze51,

Bo leśny bąk i owad dokuczał nie tyle52.

Błąkałem się w gęstwinach — snadź53 blisko, gdzie błoto,

Bo obecność szatana czuła się jak plaga;

Złe myśli tak mi czoło, tak mi serce gniotą —

Chciałem je spędzić krzyżem, i krzyż nie pomaga.

Nuda, głód, czarna rozpacz i zwątpienie ducha,

Nawet topor wypadał z osłabionej ręki