A zakrwawiony łachman niech już w kącie leży,

Bo mi kudłacz zabity dostarczy odzieży.

Nie trzeba było szukać, bo nieraz otwarcie

Przychodził straszny niedźwiedź wydzierać mi barcie,

I cóż państwo powiécie — ot, zajdę mu drogę,

I kijem lub toporem na śmierć go przemogę!

Nie nosiłem na piersiach jak ty, książę, zbroi,

Nieraz mię okaleczył... lecz to się zagoi,

Nieraz w szponach niedźwiedzich jak przyczaję ducha,

Ów mię łapą potrąci, obwącha, posłucha,