I już trawa zarosła na ubitéj drodze,

Gdzie, bywało, wieczorem pomodlić się chodzę.

Więc znowu Boże odpuść! byłem w sidłach diabła —

Mój topor się potrzaskał — i ręka osłabła,

Nie miałem sił na nowo odbudować krzyża,

A już czułem jak starość, jak śmierć się przybliża,

I zapragnąłem śmierci — nie sposób żyć dłużéj —

Kiedy już drżąca ręka do pracy nie służy,

Kiedy nie mam siekiery — ej, nie przeżyć wcale!

Czém ja kłodę rozrąbię? czém źwierza powalę?