Wszak już i głód dokucza — już niedźwiedź kudłaty,

Co mi służył na odzież, podarł się na szmaty,

Cóż począć? śmierć nadchodzi — ot, szepcąc pacierze

W mojéj dębowéj klatce do śmierci przeleżę —

Więc powlokłem kościska w wypróchniałą jamę;

Lecz tu poczęły dręczyć okropności same,

Tutaj czarna tęsknota do świata i ludzi,

Tu pragnienie rozpali, tu się głód obudzi,

Szatan po zgniciu krzyża ufny swéj potędze,

Przeszkadzał mi modlitew i wyśmiewał nędzę,