Że zbytnia jasność oczy mi wykole...

Powiodłem okiem po błokitném niebie,

Potém spojrzałem na ustroń wieśniaczą,

Mży się w źrzenicach, widzę wkoło siebie

Dęby i sosny na powietrzu skaczą —

Wszedłem do wioski, strach ogarnął piersi,

Lecz razem w piersiach tak słodko, tak rzewnie,

Ludzie! — mój Boże — to bracia najszczersi!

Ja wszystkich ludzi uściskałbym pewnie!

Lecz wszyscy ludzie, na całéj ulicy,