Z krzykiem, ze strachem, uciekli ode mnie,

Dzieci i starsi, wszyscy bez różnicy —

Wołam ich, płaczę, wszystko nadaremnie. —

Czy to twarz moja zniszczona przez nędzę?

Czy leśna postać straszyła z daleka?

Czy krew błyszcząca na zgniłéj siermiędze?

Czy ślady w oczach, że zabiłem człeka?

Gorzko mi było, że ludzkie postacie

Stronią71 ode mnie jakby od zarazy —

Każdy mię z dala żegna po trzy razy,