I bieży z krzykiem zamykać się w chacie.

Piérwszy z ulicy stał domek schylony,

Puknąłem w okno, zakrzyczano z chaty.

Ja się oparłszy na mój kij sękaty,

Rzekłem: — »Niech będzie Chrystus pochwalony!«

Nikt się nie ozwał, ale drżące dziecko

Kawałek chleba rzuciło mi w ręce —

Oj pany! pany! nigdy tak zbójecko,

Wilk nie poglądał na zwłoki jagnięce —

Ani połykał tak żarłoczném gardłem,