Ot jak z boru do sosenki

Idzie ścianką ta drożyna,

Stefanowe z prawéj ręki,

A co z lewéj — to Marcina,

A zaś młynek i zatoka

Służą obu jednostajnie. —

Równe schedy jak dwa oka,

Nawet pręta9 nikt nie stracił,

Mierzę słusznie, nieprzedajnie,

Bo mię żaden nie zapłacił,