Ale łowczy nie słyszał — tak był gniewem wściekły».

V

«Ot na koniec oprawcy zbitego puścili...

Wyrwałem się... tu szatan szepnął mi nad uchem.

Miałem topor za pasem, więc nie tracąc chwili,

Ciąłem w głowę łowczego zamasznym95 obuchem,

A potém w piersi ostrzem.....

Padł... krew mu lunęła...

Trysnęła w moje oczy, zalała sukmanę;

Ot jeszcze na odzieży pamięć mego dzieła!