Nie rozpędziło myśli sczerniałych zgryzotą!

Wstałem i biegłem daléj, gdzie doniesie oko,

Zabiłem się106 w gęstwinę i puszczę głęboką —

Tu bezpieczno od ludzi na głębokiéj puszczy:

Ale cóż, gdy sumienie czarną myśl poduszczy?

Nigdzie nié ma schronienia! —

Po gęstwinach sosny

Błąkałem się jak mara aż do ciepłej wiosny,

Kiedy zimno dokuczy: zaczajony w borze

Wykrzeszę sobie ogień i płomień rozłożę,