Chodzę uważnie od chwoi do chwoi —

I tuż przy piérwszym dalsze ule żłobię,

I tam osadzam me jeńce skrzydlate,

I sam jak pszczoła na zimę już sobie,

W ogromnym dębie wydrążyłem chatę.

Przy niéj zrąbawszy jodłowe polana,

Krzyż postawiłem — tarczę od szatana.

Ej, wierzcie pany! gdzie modły i praca,

Ze złemi myślmi szatan nie powraca,

Ot, nic, bywało, nie przyjdzie do głowy