Cóż począć — myślę sobie — zgon idzie powoli,
Lecz trzeba żyć dla pracy, dla pokuty gwoli127,
Nie rzucę cię sam przez się, mój dobry pszczelniku128,
Siekiera się jakkolwiek zostrzy na kamyku,
A zakrwawiony łachman niech już w kącie leży,
Bo mi kudłacz zabity dostarczy odzieży.
Nie trzeba było szukać, bo nieraz otwarcie
Przychodził straszny niedźwiedź wydzierać mi barcie,
I cóż państwo powiécie — ot, zajdę mu drogę,
I kijem lub toporem na śmierć go przemogę!