Nie nosiłem na piersiach jak ty, książę, zbroi,

Nieraz mię okaleczył... lecz to się zagoi,

Nieraz w szponach niedźwiedzich jak przyczaję ducha,

Ów mię łapą potrąci, obwącha, posłucha,

A sądząc, żem nieżywy już zemsty nie szuka.

Och, człowiek odziczały129, to przemyślna sztuka...

Co to wam opowiadać? bo któż mi uwierzy?

Jakem ja się przyczajał do ptastwa130 i źwierzy,

Jakem dostrzegł z daleka, jak nacierał z bliska —

Ściągnąć orła z obłoków, źwierza z legowiska,