I zapragnąłem śmierci — nie sposób żyć dłużéj —

Kiedy już drżąca ręka do pracy nie służy,

Kiedy nie mam siekiery — ej, nie przeżyć wcale!

Czém ja kłodę rozrąbię? czém źwierza powalę?

Wszak już i głód dokucza — już niedźwiedź kudłaty,

Co mi służył na odzież, podarł się na szmaty,

Cóż począć? śmierć nadchodzi — ot, szepcąc pacierze

W mojéj dębowéj klatce do śmierci przeleżę —

Więc powlokłem kościska w wypróchniałą jamę;

Lecz tu poczęły dręczyć okropności same,