I krew mi przypomina albo ryczy wściekle:
»Żegnaj się, czy nie żegnaj, obaczym się w piekle!«
Och! wtenczas, jaśne pany, ucierpiałem dosyć.
»Nie! — rzekłem — niepodobna takich mąk przenosić,
Czyż zniosłem tyle pokus i prac nadaremno,
Aby w końcu duch czarny wziął górę nade mną?
Nie zdołam mu się oprzeć, ratuj Matko święta!
Bo w téj puszczy przed śmiercią szatan mię opęta
I weźmie duszę moją. — Wyjdę z tej gęstwini134,
Niech się już sądom ludzkim zadosyć uczyni.