Lecz razem w piersiach tak słodko, tak rzewnie,

Ludzie! — mój Boże — to bracia najszczersi!

Ja wszystkich ludzi uściskałbym pewnie!

Lecz wszyscy ludzie, na całéj ulicy,

Z krzykiem, ze strachem, uciekli ode mnie,

Dzieci i starsi, wszyscy bez różnicy —

Wołam ich, płaczę, wszystko nadaremnie. —

Czy to twarz moja zniszczona przez nędzę?

Czy leśna postać straszyła z daleka?

Czy krew błyszcząca na zgniłéj siermiędze?