Kawałek chleba rzuciło mi w ręce —
Oj pany! pany! nigdy tak zbójecko,
Wilk nie poglądał na zwłoki jagnięce —
Ani połykał tak żarłoczném gardłem,
Krwawéj zdobyczy na wioskowej niwie —
Jak ja na chléb ten patrzałem łapczywie
I jak go żarłem...
Z wioski do wioski błąkam się mizerny,
Ludzie się lękli jak dzikiego gadu,
Na koniec człowiek jakiś miłosierny