Pan Bóg ci dopomoże.

A ja idę we dwory, choć żebrackie ubiory

Psy szarpają ze sfory.

Mam jałmużny do syta, król mię żywi — i kwita.

Pełna moja kaléta.

Człek się wesprze na kuli, idzie pod zamek króli,

Do muru się przytuli.

Tam zjeżdżają się pany, wojewody, hetmany,

Każdy w złoto przybrany.

Spojrzy który k’tej stronie, ja się nisko pokłonię,