Trudno już było wyżyć na naszym zagonie,

Gdzie się nowe kłopoty zjawiały co chwilę,

Gdzie czynszmi obłożono we dwójnasób tyle, —

Gdzie nie bacząc na starca lub niewiastę chorą,

W dzień świętego Marcina225 okna ci wybiorą. —

Ej te nieszczęsne czynsze! Jakby kość do gardła,

Przez nie to w rok po ślubie żona mi umarła,

A gdyśmy wieźli trupa, to pachołek pjany

Konia mi spod śmiertelnéj wyprzągł karawany.

Znosili twardą biedę Podkowianie starzy,