Gniéw trząsł się na ich wąsach i zmarszczkach na twarzy,

Nieraz pobiec do zamku i rąbać się chcieli,

Do boku! Och! Na teraz szkoda karabeli!

Szkoda poczciwéj broni! — Choć cię w sztuki potną,

Cierp szlachto podkowiańska zelżywość sromotną.

Pan starosta, co naszéj urągał się biédzie,

Rozumiał, że na niego śmierć nigdy nie przyjdzie,

Śmierć przyszła swoją drogą — pan leży w kościele.

On wiele uszczęśliwił i ukrzywdził wiele,

Niech mu Bóg dobrotliwy jego win nie baczy,