Modli się z płaczem i ofiary składa. —

VII

W początkach adwentu226 o szaréj godzinie,

Do naszéj chałupy zeszła się gromada,

I wkoło zasiadłszy przy ciepłym kominie,

Ten szczepie łuczywo, ten wzdycha, ów gada,

Mój ojciec przy oknie, w płóciennéj opończy,

Sieć wiąże na rybę i pacierz swój kończy,

A był to czas mroźnéj zamieci i słoty —

Wiatr silny — aż ściany łamią się i trzeszczą,