Za Wisłą, za Niemnem, na cudzéj krainie,

Być może, że słońce nam jeszcze zaświta;

O wtedy to z hrabią rachunek uczynim —

On stchórzył na polu, gdzie ogień się krzesze,

Porzucił nas wszystkich, co byliśmy przy nim,

Zapragnął Paryża i powiózł depesze.

I żołd nasz zagarnął na domiar swéj zbrodni.

Ej hrabio, nie ujdziesz pałasza lub kija!

My tutaj krew lejem i głodni, i chłodni,

A wasze w Paryżu gdzieś winko popija!