Pożałował, że jeszcze i ci nie umarli.

I na zawsze zaniechał wdawać się z żywemi:

Jego świat, jego wioska, leżą w głębi ziemi!

Najął chatkę i co dzień ledwie jutrznia świta,

On się zrywa z pościeli, o jadło nie pyta,

Zachodzi do gospody, bierze flaszkę miodu,

Aby z ludźmi, z któremi żyło się za młodu

Przepić na ich grobowcach. — Tak co dzień a co dzień

Zawsze go na cmentarzu spotykał przechodzień;

A płocha kupa dziatwy, co przed starcem znika,