Cóś taka sama, jak to bywało
Echo w powietrzu rodzinném grało.
«Tak... to powietrze rodzinnéj niwy,
A to skowronek, zwiastun życzliwy,
Tam szelest sosny, tam polnej gruszy,
A tam od łąki rożek pastuszy,
A tam ze zbożem skrzypią woziska,
A tam szczekają znajome psiska,
Tam wóz plebana turkoce drogą...
Boże mój Boże! jakże mi błogo!