Pytał o chłopców i o dziewczęta.
Za każdym razem śmiéch bez ustanku:
Bo tamci ludzie, rówieśni Janku58,
Jedni pomarli, drudzy stąd wyszli,
Nowéj gromadzie już ani w myśli,
A z tamtych dziewcząt gromady całéj
Dwie stare babki ledwie zostały.
Janek już nie śmie pytać o więcéj;
Krew w jego piersiach bije goręcéj,
Wychyli czarkę i gorzko duma: