Ledwie przez ciżbę wyszedł do sieni,

I na podłogę pada bezwładnie,

Jak upadają gromem rażeni.

Długą czy krótką przeleżał chwilę,

On nie pamiętał, a nikt nie zważa,

Ciało obwite w łachman nędzarza,

A dusza strojna w skrzydła motyle,

Przez wspomnień kwiaty, przez wspomnień ciernie,

Leci... o kwiatek, o cierń zahaczy...

To — uśmiech lubéj, co kocha wiernie,