Powstał Studzieński — ale o dziwa!

Strzaskana ręka już go nie boli,

Rana, co w piersiach, już nie narywa;

Odrzucił szczudła — przeszedł powoli

I sam nie wierzy, sam siebie bada,

Czy jest w istocie zdrowym i hożym:

A więc ludowi cud opowiada,

Co mu się trafił przy mężu bożym.

Tłoczy się naród bliski, daleki,

Słucha powieści, cudom zawierza: