Dał kopę groszy na miejskie mury,

Dla bezpieczeństwa swéj przyszłej dziatwy.

Bo choć był człekiem nie pierwszej wiosny,

Siwiał przy aktach miejskiej ławicy,

Jednak na córkę pana Kotwicy,

Zawsze poglądał wielce miłośnie.

Tak jeden, drugi, wielcy i mali,

Skąpi i szczodrzy — z ochotą miłą

Złotém radziecki stół zasypali,

Bo o powszechną sprawę chodziło.