Do katedralnéj naszéj świątyni,
Sam Wojciech Tabor, wielki mąż Boży,
Choć go nie bawią złota ponęty,
Będzie wyglądać jak jaki święty,
Kiedy je włoży.
Bywaj mi zdrowa! żywym zostanę,
A nie zawstydzę mego oręża!»
I ucałował oczy spłakane,
I sam zapłakał... cichą łzą męża,
I wskoczył na koń, i ręką skinął,