Jak tylko senna zmora w gorączce wymarzy!

Postać naga, koścista, włosata, brodata,

A ze źrenic spojrzenie, jak płomień wylata,

A na czole, na ustach i na wzdętym łonie,

Trzęsie się dzika groźba, gniew straszliwy płonie.

Była cisza: bo ludzie upadli bez siły,

Zdaje się, wszystkie piersi oddech przytaiły.

Tylko Margier nie klęknął, choć twarz jego pała,

Choć znaczno, że bożyszcze na serce mu działa,

Nie spuścił nawet oka — oczami mężnemi