Egle od ranka patrzy wciąż ku zachodowi,

Jakby mierzy od słońca niebiosów błękity,

By się skończył dzień długi — och! dzień nieprzebyty;

Lutas potrząsa głową, sam ze sobą gwarzy;

A niewiasty i dzieci, młodzieńcy i starzy

Krzątają się po zamku, patrzą na Krzyżaka,

I niejedno spojrzenie, jak zła wróżba jaka,

Zatrzymało się na nim — lecz w ciżbie prostaczej

Rzadko wyraz niechęci, częściej łzę obaczy.

I dziwi się pacholę, co się w zamku stało,