I

Urodzona z wyziewów w nadmorskiej krainie

Straszno gdy czarna chmura swe skrzydła rozwinie,

A lecąc po niebiosach w niewstrzymanym pędzie

Z gniewnej piersi straszliwy łoskot wydobędzie,

I z gniewnej paszczy ciśnie błyskawiczną żmiję,

A żądłami z piorunów w starą puszczę bije,

A kędy skrzydłem wionie, kędy okiem błyska,

Już tam bucha żałobny dym pogorzeliska.

Szalony pęd jej lotu gruzami położy