Kto zamiast upominków, zamiast czystych kwieci,

Nad jej głową pożarną pochodnią zaświeci,

Kto niesie łuk i kołczan pełny ostrych grotów,

Którymi pierś jej braci poprzeszywać gotów,

Kto na głowę jej ojca, na święte jej bogi,

Wyostrzył miecz morderczy i topór złowrogi

Taki kochanek potwór — ludzkości zakała,

Bluźnierstwo taka miłość, co mu w sercu pała.

Czuje Ransdorf, że idzie jak leśny bandyta,

I nieraz miecz od boku rozpaczliwie chwyta,