Na zgryzotę sumienia, ach! niełatwa rada,

Winem nie zalać iskry, co mu pierś przejada.

On klęczał przed ołtarzem i modlił się co dzień,

Winił się na spowiedzi, jak najcięższy zbrodzień,

Przedstawiał swą niewdzięczność w straszliwej postaci,

Jako Litwie żelazem za gościnę płaci.

Ale mnich, co go przyjął na pokuty łono,

Co chciał wskrzesić do życia duszę zrozpaczoną,

Na próżno doń przemawiał w imię sprawy Bożej,

Zamiast ranę wyleczyć, rozjątrzył ją srożej: