A ich trąba ogłasza godzinę złowieszczą,

To chychoce, jak szatan, to syczy, jak żmija.

A Litwa nieprzytomnie sama się zabija:

Tam morderczym toporem brat uderza brata,

Ojciec własne niemowlę bardyszem rozplata,

Dzika Marti ze stosu płonącego drzewa

Ostatnią dla nich pieśnię pogrzebową śpiewa,

Poleca swoim bogom dusze tych, co płoną,

I wywija w powietrzu siekierą święconą.

Ransdorf z lubą zdobyczą przebiega podwórze,