Litwini nie przestają mordować się wzajem,

Wskakują w stos ofiarny, śpiewają i jęczą,

Obryzgani posoką i pianą szaleńczą

Jeden Margier spokojny wśród jęku swych dzieci;

Żaden mu wściekły wyraz oblicza nie szpeci;

Ujrzał zgubę, gdy Krzyżak od lochów się wciska,

Zaprzysiągł, że mu odda trupy i zwaliska,

A jako dobro Litwy, jak bogowie każą,

Ścina głowy swym braciom z uroczystą twarzą;

Nie pastwi się nad nimi, jako wściekły zbójca,