Wciąż jedna tylko ręka ognisko rozżarza,

Ręka sucha, jak trupia, jakby szkielet z kości,

Opalona od ognia, drżąca ze starości:

Marti, kapłanka Znicza, jakby mech zgrzybiała

Od sześćdziesięciu wiosen tutaj zamieszkała.

Było to młode dziewczę, jak róża w rozkwicie,

Tu zakwitło, kraśniało, tu zeschło jej życie,

Tu dźwięczny głos niewieści przybrał dzikie tony,

Tu blask pięknego oka wygryzł dym święcony,

Tutaj wszystkie uczucia, czym dusza bogata,