Lecz w sercu chwasty, żal duszę rozrywa,

Nie bierze chętka do kosy i żniwa.

Poszedłbym w pole świtającym dzionkiem,

By się pomodlić razem ze skowronkiem,

Lecz słaba ręka pługa nie udźwignie,

A w zaschłych piersiach modlitwa zastygnie.

Siadłbym na konia i leciał jak strzała,

Boleść by może z wiatrem uleciała:

Próżna ochota, bo w nieszczęsnéj dobie,

I koń mój dzielny zesmutniał przy żłobie,