Na ławie cudzy ludzie wzdychają przy czarce,
Wzdycha ojciec, że stracił pomoc w gospodarce,
A dzwonnik śpiéwa z psałterza.
Promień rannéj jutrzeńki do chaty się wciska,
I jakby dla źniewagi, dla urągowiska,
Twarz trupią oświeca jaśnie —
Stosowniejsza dla ciebie, o biédny młodzianie!
Lampa, co krwią migoce na sczerniałéj ścianie,
Buchnie... to znowu przygaśnie...
Biją w dzwonek cerkiewny... to już hasło znaczy,