Wyciosywała ze skrzętnym mozołem,

Dziś drewnianemi szczudły się podpiera,

Jak stary żebrak, jak dziad pod kościołem.

Słomiana strzecha pokryła się cała

Mchy zielonemi i plamy czarnemi,

W oknach gdzieniegdzie szyba pozostała,

Ganek i przyźba osiadły ku ziemi.

Gruszę cienistą wycięto sprzed chaty,

W ogródku chwasty wyrosły krzewiście,

A klon uwiędły, zeschły, rosochaty,