Nadstawiał ramie Bóg wié gdzie i za co!
Wziął ranę w czoło — nie gdzieś przy fortecy,
Lecz służąc świadkiem u sądowych kratek;
Niedźwiedź na łowach szarpnął go przez plecy
I wyrwał zdrowia krzepkiego ostatek:
A więc w Krakowie we szpitalu leży:
Żona bez chleba — on sam bez odzieży.
A syn, którego niebo mu przysłało,
Rosnął bez nauk jak istota podła,
Nie mógł ojcowską poszczycić się chwałą,