Co by go kiedyś między ludzi wwiodła.

Cierpiał Szeliga — lecz się nie użala:

Bo nad swą strzechę wolał zamki cudze, —

Po tyloletniéj na dworach usłudze

Czuł, że sam winien, idąc do szpitala.

Szczęściem, Bobola, wielki podkomorzy,

Człek miłosierny, polubieniec króla,

Zwiedzając domy, gdzie jęczeli chorzy,

Nad jego losem rzewnie się rozczula.

Niepiśmiennemu, jak strzelec zwyczajnie,