A myśl otuchy i lepszéj nadziei

Otarła z czoła zmarszczkę kłopotliwą.

Wąs długi, siwy, co na piersi spada,

Wzniósł się do góry junacko a młodo;

Błękitne oczy iskrzą się pogodą,

Czerstwe policzki kraśnieją u dziada.

Każdego roku jeździł do Warszawy

Odebrać grosze, co miał z łaski króla;

A błogosławiąc kęs chleba łaskawy,

Ubogich wspiera, sieroty przytula;