Nie usłyszę jej szczebiotów,

Co to płyną dźwięcznie, z cicha,

Aż się serce rozkołycha.

Takem roił zamyślony,

Ciągle patrząc w lube strony,

Potem kojąc serca bole,

Marsz do dworku pod topole.

A przed bramą wiem, że spotka

Niespodzianka jaka słodka,

Albo wianek na brzezinie,