O jakieś grunta się pokłócili,
I process spadał po męskiej głowie
Z ojca na syna, jak powieść niesie.
Ach cóż te grunta? nie dopuść Boże!
Ot tylko śmiać się i płakać chce się;
Miłość grunt rzeczy — nieprawda może?
Wielkie mi święto, że spór się toczy,
Śmieszne te sądy i trybunały!...»
I z głośnym śmiechem zakryła oczy,
Bo z modrych oczu łzy się polały.